piątek, 26 kwietnia 2013

Prolog

Mimo ,że czas mija ludzie nie zapominają. Tylko czemu? Najczęściej bo tego chcą lub nie dają sobie rady zapomnieć o tym. Pamięć ludzka jest jak sitko, po czasie zapomnisz. Rany przecież i tak się zagoją zostawiając ślady po tym co było. Ale czy tak to ma być? Nikt nie wie co się stanie. Czego będzie się żałować przez całe życie, a czego nie. I to jest najlepsze, bo mimo wszystko chce się żyć dalej. Nawet jak to wszystko ci to uniemożliwia.
A nadzieja? Ona powoli wygasa i nie zostawia nam nic. Mówi się, że 'nadzieja matką głupich'. Lecz przecież każdy ma nadzieje na lepsze jutro, że dobrze mu pójdzie. Nie zawsze jest po naszej myśli. Choćbyśmy byli nie wiadomo kim, nic nie pozostaje nam oprócz nadziei, wspomnień które i tak są częścią nas. 

Minął już miesiąc, a ja dalej miałem nadzieje. Często nachodziły mnie myśli, że jednak on.. Mimo to, wszystko wskazywało, że jestem dla niego niczym. Do tego stałem się słabszy, nawet zauważyłem, że gorszy. Trudno mi było, a jednak trwałem przy swoim. Nawet Liam mówił mi to, ale ja zawsze sprzeciwiałem się.
Mama, dziadek i siostry zauważyli, że wychudłem i stałem sie taki.. Hm, pusty czy nawet bez duszy. Sama powłoka nic więcej. Dla mnie stało się to normalne, taka już była codzienność. W końcu chciałem przestać cierpieć. Chyba to już nie tak dużo. 

*Retrospekcja*
Było to czwarty lub piąty dzień, a on dalej się odezwał. Czemu? Ból który czułem, jak by mi serce wyrywano i.. Już sam nie wiem. Czemu aż tak bolało. Nawet leżenie i słuchanie muzyki nie pomagało. Przecież na takie coś powinno być wyleczenie. Chociaż to dopiero pierwsze dni. Przejdzie..
- Louis, on.. - zaczął przyjaciel
- Liam, idź. - ryknąłem
Nie umiałem pogodzić się z tym ,że jednak Payne miał racje. Nie mogłem nawet pomyśleć, że on zabawił się mną tylko. Po prostu nie mogłem.. Coś dalej mi mówiło, że powinienem dalej być przy swoim. Ale czy to by wyszło na dobre, to sam nie wiem.
- Boo Bear, nawet nic nie zjadłeś. - wyszeptał 
- Nie jestem głodny. - powiedziałem
Spojrzałem na sufit. Cały biały i pusty. Gdzie podział się Louis który był optymistą? Chyba już nigdy nie wróci. Choćbym nawet nie wiem jak bardzo chciał.
- Mówił, że kocha.. - wymamrotałem
*Koniec retrospekcji*

Od razu spłynęła mi łza na te wspomnienie. Już tak nie czułem bólu jak przez pierwsze dni. Przetrwałem je, dam rade i dalej. Na szczęście czekała mnie i Liam'a wymiana uczniowska. Coś ciekawego i szczerze sam nie wiem czemu akurat ja. W pewnym sensie cieszyło mnie to. Może kogoś poznam i w końcu wyleczę te serce. No właśnie. Operacja już tak blisko, tak bardzo bałem się  Chociaż nigdy nie wiadomo czy nie miałbym czekać dłużej. Jestem w pierwszej 50 osób oczekiwanych na serce. 

- Loui. - usłyszałem czyiś głos wyrywający z myślenia

Usiadłem powoli i rozejrzałem się wokół. Przy drzwiach stała moja kochana Fizzy. Co sprawiło, że sam uśmiech ukazał się na mojej twarzy. Spojrzałem na nią i gestem dłoni pokazałem by podeszła do mnie. Czy coś się stało? Mam nadzieje ,że nie.

- Co się stało skarbku? - zapytałem

Gdy już stałą naprzeciw mnie to wziąłem ją na kolana. Mała automatycznie wtuliła się we mnie. Biło od niej takie ciepło. Chyba tego mi najbardziej brakowało. 

- Chce by mój Lou wrócił.. - wyszeptała
- Kochana, ale ja tu jestem. - ucałowałem ją w główkę
- Wiem, ale taki jak wcześniej. - powiedziała

Teraz zrozumiałem jak bardzo się zmieniłem. Widać, że ona widziała to najlepiej.






UWAGA:
KOCHANI. Dziękuję wam za taką oglądalność! Ponad 5 tysięcy. Jest moc i nawet ponad 15 komentarzy. Boże, tak się ciesze. DZIĘKUJĘ WAM BARDZO. Tak wgl to założyłam nowego bloga z innych opowiadaniem więc zapraszam fabułę-  The Opposite of Fate
Kolejny rozdział jak będzie 15 komentarzy, ale jak dacie rade to i więcej. C: (każdy komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy! i motywuje do dalszego pisania)
Szczerze? Nie podoba mi się prolog. Mimo, że miałam więcej czasu nie postarałam się. ALE TO WY GO OCENIACIE. :)
Jakieś pytanie do bohaterów - KLIK TU A jak chcesz być informowany o nowych rodziałach - KLIK TU
~Panda

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

sobota, 20 kwietnia 2013

Informacja

Kochani chce was przeprosić. Niestety dopiero jestem w trakcje pisania PROLOGU do drugiego sezonu. Więc powinnam go dodać dopiero w przyszłym tygodniu, a nie tak jak myślałam.
W planach miałam zamiar dodać go dzisiaj lub jutro. Lecz mój laptop nie pozwala na to. Do tego mój czas nie pozwolił na skupienie się i napisanie dalej. Mam do tego sprawdziany próbne przez 3 dni. Udręka i tyle nauki. Chyba mnie rozumiecie.
 Jak macie jakieś pomysły na dalej lub coś innego to napiszcie tu lub na TT, a ja wezmę was pomysł pod uwagę. Nie wstydźcie się.
Mam nadzieje ,że nie zabijecie mnie za to i będziecie dalej czekać. Przepraszam was raz jeszcze!

~Panda

sobota, 13 kwietnia 2013

Epilog

Wybuchł ponownie płaczem. Nie mogłem patrzeć na jego łzy, na jego ręce. Czemu zawsze musi być źle, a nigdy nie jest dobrze.. Do tego czułem się winny tego wszystkiego. A to jeszcze bardziej mnie zabijało od środka.
Przygarnąłem go jeszcze bardziej do siebie, a on jedynie schował głowę w moje ramie. Jego przyśpieszony oddech czułem na ramieniu. Był teraz taki bezbronny, takie delikatny. Jak motyl, którego nie chcemy skrzywdzić. Tylko chcemy go chronić by nic mu się nie stało..

- Harry, powiedz.. - wyszeptałem
- Nie chce tam jechać... - powiedział łkając
- Wiem o tym, ale musisz. - wymamrotałem
- Chce tu zostać z tobą.

Jego słowa zamurowały mnie. On chce tu zostać dla mnie ze mną.. W głębi duszy cieszyło mnie to jak i również bolało. Bo przecież i tak będzie musiał wylecieć i mnie tu zostawić.. Choćbym nie wiem co miałbym zrobić.

- Ale czemu się ciąłeś? - zapytałem
- Bo, bo.. Cię zraniłem.. Aaa, tak bardzie nie chciałem. DO tego wylatuje i już pewnie nie wrócę  - powiedział cicho

Nie wiedziałem co mam powiedzieć mu. Zaszokowało mnie to w pewnym sensie.  Do tego zraniło mnie to, ale nie chciałem by on.. Nie zasługiwał na nic złego.. Czemu jego mama musiała akurat teraz przylecieć i go zabierać. To było okropne, bo pewnie sama nie wie co on czuje. A kłótnią nic nie naprawią, tylko pogorszą. Zgoda i spokój coś zdziała zawsze..

- Harry, za 30 minut jedziemy. - krzyknęła kobieta z dołu

Może Zayn jej coś powie i namówi by chłopak został. Harry na jej słowa nic nie odpowiedział tylko wtulił się we mnie bardziej. Pogłaskałem go po plecach by dodać mu chociaż odrobinę otuchy. Niech wie ,że wiem co czuje.

- Odwiedziesz mnie tam? - zapytał mnie
- Dobrze. - szybko odpowiedziałem
- Dziękuję. - uśmiechnął się niepewnie

Ucałowałem go w głowę i uśmiechnąłem się delikatnie. Poczułem jak przeszły go dreszcze. Siedzieliśmy już resztę czasu w ciszy. Czułem się tak dobrze. Chciałem by to trwało dłużej, takie siedzenie bez końca. Był on cały czas wtulony we mnie i uspokajał się. Jego oddech stawał się równomierny i już nie płakał co sprawiło ,że ucieszyło mnie to.
Spojrzałem na zegarek. Niestety 30 minut minęło. Koniec tego, skończył się kinder bal..

- Harry, czas minął. - wyszeptałem
- Wiem.. - powoli wstał

Wstałem od razu po nim. Staliśmy przed sobą. Louis, teraz albo nigdy. Spojrzałem mu w oczy, od razu wiedziałem ,że jestem pewny tego co zrobie.
Położyłem delikatnie mu dłoń na policzku. Chłopak już wiedział co chce zrobić bo w jego oczach ujrzałem iskierki. Pogłaskałem go po policzku, a on zmniejszył dystans między nami. Już po chwili moje usta znalazły się na jego wargach. 
W moim brzuchu pojawiło się pełno motylków, co tylko zadziwiało mnie ciekawiło czemu akurat teraz takie coś jest. Jego usta były takie słodkie jak cukierki. Nie było teraz żadnej delikatności. Tylko zachłanność i pożądanie? Chyba tak.
Jego usta napierały coraz bardziej na moje, a nasze języki zaczęły walkę między sobą. Było to dość przyjemne uczucie jak na to. Niestety lub stety poddałem się, a on zadowolony uśmiechał się. Widok jego twarzy był bezcenny.
Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Od razu odskoczyliśmy jak oparzeni. od siebie. Nasze oddechy były nie równe, a w oczach tańczył ogień. Uśmiechnąłem się do delikatnie, co od razu odwzajemnił. 

- Harry, musimy jechać. - jego mama weszła do pokoju
- Dobrze, ale Louis mnie zawiezie. - odpowiedział od razu
- Okey, nie spóźnijcie się. - powiedziała i wyszła

Spojrzałem na niego porozumiewawczo i wyszliśmy z pokoju.

Przed domem Zayn'a już czekała reszta. Każdy chciał się pożegnać z zielonookim. Rozumiałem to bo i mi było ciężko. Mimo ponurej atmosfery na każdej twarzy widniał uśmiech. Co nawet podnosiło nastrój w tym momencie.

- Harry, jedziemy. - powiedziałem
- No racja, bo mi samolot ucieknie. No to do zobaczenia kiedyś chłopaki. - odpowiedział

Wsiedliśmy do samochodu, a chłopaki Harry'emu pomachali. Było widać po Zayn'ie ,że będzie mu trudniej bez kuzyna. Wyglądał jak by miał się rozpłakać, ale tego nie zrobi przy innych. Nie mógłby.
Ruszyliśmy od razu gdy tylko chłopaki weszli do domu. Do tego całą drogę minęliśmy w ciszy. Jak widać nie trzeba było nam rozmowy. Czułem się trochę dziwnie, zwłaszcza teraz. Niby to wszystko co się wydarzyło coś znaczyło, a jednak? Teraz tego nie ma. Mniej więcej tak to teraz wyglądało. Do tego też bolało. Eh, Loui ty głupku..

- Skręć tu! - wytrwał mnie z namysłu - O boże, Louis.. - dodał

Od razu skręciłam ja powiedział, dodając ,że prawie nie rozwaliłem samochodu.. 

- Przepraszam, zamyśliłem się.. - wyszeptałem

Po chwili byliśmy już na miejscu. Spokojny zaparkowałem i wysiadłem z samochodu. Styles już po chwili dołączył ze mną z walizką w ręku. Wyglądał prawie tak jak wtedy gdy go poznałem. Rozwiane loki i wielkie zielone oczy które już pokochałem od początku. Niestety dołeczki były ukryte, a przecież dodawały mu tyle uroku.

- Tu się już pożegnamy. Nie lubię takiego tłoku. - zaśmiałem się
- Rozumiem cie doskonale. - uśmiechnął sie
- No to do zobaczenia. - powiedziałem
- Do kiedyś. - wyszeptał smutno

Chłopak wtulił się we mnie, a ja ucałowałem go w głowę. Nic więcej nie mogłem zrobić, nie przy ludziach do tego. Chyba pod czas drogi zrozumiałem coś. Przez ten czas gdy poznałem Harry'ego nauczyłem okazać uczucie takie jak miłość. Lecz również i ból. Takie już jest życie. Raz jest dobrze, raz źle. Patrząc na to widać ,że nie ma happy end'u. Chociaż nigdy nie wiadomo co będzie jutro. Czym nas zaskoczy nowy dzień. Mam tylko wielką nadzieje ,że będzie dobrze.
Stałem dalej na parkingu czekając aż samolot loczka wystartuje. Jak wiem powinien już wystartować i wzbić się w górę  Spojrzałem w miejsce startu i latająca maszyna uniosła się w górze. Ciekawe czy jeszcze zobaczę go. Mam nadzieje ,że słowa które mu powiedziałem i które sam wypowiedział nie zapomni. Bo przecież nie da przestać kochać tak od nie chcenia.
Czyli teraz mam czekać na niego czy zaczynać od nowa? Nie wiem. Teraz to czas pokaże jak będzie dalej.






UWAGA:
Jak zauważyliście to koniec pierwszego sezonu. Ale nie koniec opowiadania! Wiem ,że znienawidzicie mnie za ten epilog. Ogólnie? Nie podoba mi się ten epilog..
Kochani chce wam podziękować ,że już po dwóch dniach jak patrzyłam było już 10 komentarzy prawie. I nawet jak patrze dzisiaj jest 17 ich!
Więc jak wcześniej. 15 komentarzy i dalej. c:
Mam nadzieje ,że nie zawiodłam was tym rozdziałem. Starałam się jak najlepiej napisać. Wiem ,że długo czekaliście i za to przepraszam!
Chcecie być powiadamiani o nowym rozdziale. - KLIK TU
Jak masz jakieś pytanie do bohatera. - KLIK TU

Kochani jest ważna sprawa. Moja koleżanka pisze bloga i nikt bo nie czyta mimo ,że wcześniej były komentarze. Pomóżcie mi sprawić by ona pisała dalej! BLACK JEANS - czytajcie!
~Panda

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 17

- Wysłuchaj mnie.. - wyszeptałem
- Nie mam nawet takiego zamiaru! Nawet nie wiesz w jakim stanie go zastałem! - krzyczał

Złapał mnie za bluzę. Wiedziałem ,że zaraz dostane ode niego. Nie mam nawet najmniejszych szans. On starszy, wyższy, za pewnie silniejszy. A ja? Ja to szkoda słów. Podobno to spokojny chłopak, więc trudno go zdenerwować tak samo jak Louis'a.. Właśnie. Nawet teraz go nie było.. Nie ma go..

- No uderz, proszę.. - powiedziałem

Zamknąłem odruchowo oczy by nie patrzeć na to. Payne za pewne zaraz się zamachnie. Tylko chwila i już po sprawie. Teraz tak bardzo tego chciałem..

- Liam! - krzyknął ktoś

Po tych słowach dostałem lecąc do tyłu. Zabolało, ale teraz nie zważałem na to. Należało mi i się. Ból przeminie, siniaki, rany też.. 
Otworzyłem oczy i zobaczyłam Zayn'a stojącego przede mną i Liam'em. Teraz to będzie nie ciekawie. Trzeba będzie ich szybko odciągnąć od siebie. To ja mam oberwać, nie on. Poczułem ,że łapie mnie ktoś za ramiona i pomaga wstać. Zdenerwowany spojrzałem w bok, był to Niall. Było widać ,że jest spięty. Pewnie jak ja denerwował się.

- Horan trzeba będzie ich rozdzielić. Po zabijają się zaraz.. - powiedziałem szybko
- Masz racje, ale.. - zaczął
- To ja muszę dostać, ja tu zawiniłem. - rzekłem
- Leci ci krew z wargi. - powiadomił mnie

Przetarłem ręką po ustach i spojrzałem na dłoń. No racja, krew jest.

- To nie zmienia sytuacji.- westchnąłem

Minąłem Niall'a i stanąłem przed Liam'em, a Horan przed Zayn'em. Nie mogłem pozwolić by coś takiego się stało. Ja tu winie nikt inny. Patrzyłem na chłopaka, a on na mnie.

- Styles, odsuń się ode mnie. - warknął
- Nie. - powiedziałem stanowczo

Od razu dostałem znowu i znowu. Aż upadłem na kolana. Niall trzymał kuzyna by nie zaatakował mojego przeciwnika.

- No dalej. Na co czekasz.. - pomyślałem

Patrzyłem w dół, na swoje nogi. Nie miałem siły by wyprostować się.. Przede mną stał już on. Zacisnąłem powieki i czekałem na kolejny cios by nie wstać. Wziąłem głęboki wdech i powoli zacząłem sie 'prostować'. W oczach chłopakach był gniew, który powoli wygasał. Ale czy to był dobry znak? 
Właśnie podniósł rękę, czyli zaraz znowu..

- Dość! - usłyszałem znajomy głos

Od razu spojrzałem kto to. Zobaczyłem jego. Niebiesko-szarookiego chłopaka.. Serce tak dziwnie zaczęło mi szybciej bić, a do oczu napłynęły łzy. Co on tu robi? Czy nie miał się oszczędzać i czekać na nowe serce? Ja już nic nie wiem.

- O nie.. - usłyszałem Zayn'a
- Co  się dzieje? - zapytał Niall

Spojrzałem na mulata i wyszeptałem samo przepraszam. Przetarłem oczy i ruszyłem pędem. Niby w strone Louis'a ,ale obok niego. Patrzyłem przed siebie, zobaczyłem tylko rękę chłopaka która chciała mnie zatrzymać, nie udało się. Minąłem go i wybiegłem ze szkoły. Słyszałem krzyki za sobą, ale nawet one mnie nie zatrzymały.

***

Rozmawiałem z przyjacielem. Długo mnie uspokajał, co potem spowodowało ,że usnąłem. Następnego dnia zaś wróciłem do domu jak powiedział lekarz. Ciągle myślałem o Harry'm. O rozmowie z nim i tym co się wydarzyło. Chyba nie tak powinienem się zachować wobec niego. Powiedział ,że mnie.. Albo chyba się przesłyszałem.. Ba, na pewno sie przesłyszałem. Nikt mnie pokocha, a ewentualnie zauroczy się prędzej. Tak, ja wspaniały raniący innych..
Nie mogłem tak cały czas czekać w domu. Siedzenie mnie dobijało, tak bardzo chciałem iść do szkoły, zobaczyć go.. Dlatego postanowiłem pójść po Liam'a jak skończy lekcje. 
Stałem właśnie pod szkoła, a jego właśnie nie było. Czyżby coś go zatrzymało? Nie wiem. Popędziłem do środka, a tam już było piekło. Blondyn trzymał kuzyna loczka, sam Harry dostawał od mojego przyjaciela. Aż sam poczułem jak on obrywa. 

- Dość! - krzyknąłem

Styles od razu na mnie spojrzał, w jego oczach był ból, cierpienie.. Sparaliżowało to mnie aż, usłyszałem jedynie szepty, a Liam stał i patrzył na mnie. Loczek otarł oczy i ruszył biegiem. Już myślałem ,że chce czegoś ode mnie, ale ominął mnie i wybiegł ze szkoły.

- Harry! - krzyknąłem

Zayn też zaczął krzyczeć wraz z Niall'em. Z oczy poleciały mi łzy i poczułem się gorzej, oparłem ręce o kolana. Od razu podbiegli do mnie. Liam pomógł mi usiąść ,a blondyn z mulatem patrzyli na mnie. Zaczęło mnie wszystko boleć, sam widok jego łamał mi serce. Bolał strasznie.. Malik kucnął przede mną, było widać ,że jemu też nie jest dobrze.

- On dzisiaj wyleci, nie tak jak powiedział na początku. Jego matka przyjechała, zabierze go. - wyszeptał
- Jaaaa... Jak to? - jęknąłem
- Moja mama dzwoniła, zapomniałem mu powiedzieć. Teraz już pewnie, rozmawia z nim. Kłócą sie.. - powiedział - Do tego już tylko godziny dzielą ich od lotu.. - dodał
- Zaprowadź mnie do niego, proszę.. - zacząłem błagać
- Dobrze. Szybko. - wymamrotał

Powoli wstałem spoglądając na Liam'a. Wiedział już chyba co zrobię  Wymieniłem się spojrzeniami chwilę. Mam nadzieje ,że on mnie zrozumie.

- Szybko. - wyrwał mnie głos Zayn'a

Rzuciłem od razu 'Pa' i wybiegliśmy z Malikiem ze szkoły. Teraz nie ważne było to co ja czuje, tylko on, Harry. Do ich domu mieliśmy chwilę, więc po kilku minutach wpadliśmy do domu. Niestety nie w porę. Było słychać krzyki, kobiecy głos i męski.

- Nie chce, miałaś być jutro! - krzyczał
- Wiem, ale był ostatni bilet. Do tego za pare godzin lecimy. - mówiła kobieta spokojnie
- Daj mi się pożegnać. - łamiący głos chłopaka drżał

Chłopak pociągnął mnie za rękę i razem wparowaliśmy do salonu. Był tam Harry i pewnie jak się nie mylę to jego matka. Styles był do niej podobny. Kędzierzawy od razu spojrzał na mnie i po chwili pobiegł na górę. O nie..

- Leć za nim.. - wyszeptał Zayn

Po chwili byłem już na schodach i pędem biegłem na górę  Stanęłam pod jego drzwiami, usłyszałem cichu szloch. Zrobiło mi się gorzej. Czy to jak wszystko musi być?

- Harry.. - wyszeptałem

Złapałem za klamkę, ale drzwi się nie otworzyły. Panicznie zacząłem szarpać za klamkę, zacząłem się bać. Parę minut nie otwierał ich. Oby on nic sobie nie zrobił..

- Otwórz! - krzyknąłem

Od razu za mną pojawił się czarnowłosy chłopak z kluczem w ręku. Od razu wziąłem go od niego i otworzyłem drzwi. Wszedłem do środka zamykając za sobą drzwi. Harry siedział skulony na łóżku. Serce mi się krajało, rozpadało na milion kawałeczków.
Szybko podszedłem do niego siadając naprzeciw niego. Gdy mnie zobaczył ręce schował za siebie jak by coś ukrywał, obok niego była apteczka. O nie, oby tylko nie było to co myślę..

- Harry, pokaż ręce. - poprosiłem
- Odejdź.. - jęknął

Podniosłem jego buzie do góry. Jego oczy były całe czerwone i podpuchnięte. Nie wyglądał za dobrze. Jego stan był fatalny w tym momencie, tak samo jak i mój..

- Proszę, pokaż.. - ponowiłem próbę

Chłopak wziął ręce do przodu. Jeden rękaw był cały we krwi. Harry.. Od razu przygarnąłem go do siebie. Delikatnie odsłoniłem rękę i polałem ranę wodą utlenioną z apteczki. Zasyczał chowając głowę w moje ramie. Miał pare nacięć na ręku, na szczęście nie głębokich. Jedna nawet miała literę. Przyjrzałem się jej było to L. Łzy cisnęły mi do oczu. To moja wina ,że on się.. Nawet nie mogę o tym myśleć.. Wziąłem gazę i owinałem delikatnie rękę bandażem. Zdjąłem bluzę z niego i ciągnąłem po drugą pomagając mu ją założyć. Myślałem tylko o nim.. Nie wiem jak dam sobie rade bez niego.

- Harry'eh, czemu? Czemu? - wyszeptałem przytulając go mocniej do siebie
- Loui, ja.. Ja.. - wymamrotał płacząc





UWAGA:
Dziękuję za komentarze, wyświetlenia. Za to ,że jednak pokazujecie ,że mam dla kogo pisać. Mam nadzieje ,że komentarzy więcej. Więc ,że są powtórzenia i wgl, ale starałam się wam dać tyle ile mam i mogę.
Następna część będzie gdy 15 komentarzy będzie. 
Wiecie co? Ostatnio sobie myślę ,że wgl to nikogo nie obchodzi co tu pisze i wgl. ;_____; Dajcie mi powody bym tak nie myślała. A każdy nowy obserwator i komentarz dodaje mi uśmiechu.

Jak mam kogoś powiadamiać na TT to podawajcie swoje nazwy w zakładce KONTAKT
Jakieś pytania do bohaterów? Zachęcam was. - KLIK TU
~Panda

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

sobota, 30 marca 2013

Rozdział 16

***
Louis patrzył można rzec ,że błagalnie. Jak by się bał. A to co miałem mu do powiedzenia, zniszczy wszystko.. Nie mogłem dłużej patrzeć na niego. W te jego piękne oczy przeszywające mnie na wylot. Po prostu nie mogłem.. Harry, weź głęboki wdech i mu powiedz. Tak na spokojnie, bo kłótnią nie zdziałasz nic. Chociaż.. Nie, to był by najgorszy pomysł.

- Ja.. - zacząłem
- Ty co? - zapytał
- Ja wylatuje. Zayn musiał ci coś mówić na ten temat, nie wiem.. - powiedziałem cicho

Chłopak nie odezwał się. Od razu spojrzałem na niego. Zaraz się zacznie..

- Styles, wyjdź. - wymamrotał opanowując gniew
- Ale daj mi wyjaśnić.. - wyszeptałem błagalnie

Lou wpadł w furie. Zaczął krzyczeć, nie rozumiałem co nawet wykrzykuje. Do moich oczu napłynęły łzy, które po chwili zdobiły moje policzki.

- Wyjdź, wyjdź! - krzyczał
- Louis, daj wytłumaczyć. - powiedziałem płacząc
- Tu nic nie ma do wytłumaczenia! Zadowolony?! Wyjdź!

Zrobiłem krok w jego stronę, co jeszcze bardziej go zdenerwowało. Na jego policzkach pojawiły łzy, do tego przeze mnie..

- Nie podchodź nawet! - wydarł się na całą sale

Odsunąłem się automatycznie, co sprawiło ,że stałem już przy drzwiach. Zabolało, cholernie zabolało. Przeze mnie płakał, przeze mnie cierpiał. Czy ja potrafię dać szczęście?! Nie..

- Kocham cię. - powiedziałem

Po tych słowach wybiegłem z sali mijając Liam'a. A ten co tu robi? Zapewne czekał aż skończymy rozmawiać i usłyszał krzyk Louis'a. Pewnie cały oddział słyszał to. Teraz to mnie znienawidzi do końca.. Do tego łzy leciały cały czas. Nim się obejrzałem już byłem na zewnątrz. Tak, świeże powietrze będzie działać. Wracając do domu poczułem wibracje w kieszeni.

- Do jasnej cholery, kto śmie mi przeszkadzać? - zapytałem sam siebie

Wyjąłem telefon i zobaczyłem kto się dobija do mnie. Był to kuzyn, ehh. Teraz trzeba będzie mu wszystko wyjaśnić.

- Halo?
- Boże, Harry! - krzyknął Zayn
- Spokojnie wracam już do domu. - powiedziałem opanowując głos
- Ej, ty płaczesz? - zapytał mnie
- Nie. - odparłem
- Styles, znam cie od małego. Pogadamy jak wrócisz. - zakończył rozmowę tymi słowami

Zacząłem szybko biec by jak najszybciej znaleźć się w domu. Powiedzieć mu czy nie? Te pytanie nie dawało mi spokoju. A może on wie? Kolejne pytanie do kolekcji. Co on sobie o mnie pomyśli, o Louis'ie.. Boże, właśnie. Przecież i tak go już więcej nie zobaczę. Znienawidził mnie do końca.. Ciągle mam przed oczami jego.. Jak krzyczy, jak leją się łzy. A to moja  wina. Jaki ja głupi...
Wparowałem szybko do domu i ujrzałem ciocię. Patrzyła na mnie tymi czekoladowymi oczami. Jak by chciała dodać mi otuchy? Nie wiem.

- Kochanie, spakowałam cię w połowie. Wiem ,że ci ciężko, ale pamietaj jak by coś działo. To jesteśmy z tobą. - powiedziała kobieta
- Dziękuję ci bardzo ciociu. - uśmiechnąłem się ukazując swoje dołeczki

Mama kuzyna odwzajemniła uśmiech, a ja poszedłem do swojego pokoju. Otwierając drzwi zobaczyłem Malik'a stojącego obok okna. Serce od razu zaczęło bić szybciej. Czyli bez rozmowy się nie obejdzie. Zrezygnowany usiadłem na łóżku patrząc cały czas na Zayn'a.

- Harry, ja wiem. Od małego było to hmm, widzieć? Chociaż dalej jak patrząc to dziewczyny, związki. A jednak wyszło inaczej. - powiedział spokojnie

Otworzyłem szeroko oczy. On wie o wszystkim?! Jak to?!

- Zayn.. - zacząłem
- Louis to porządny przyjaciel. Zawsze pomoże, wesprze i bedzie gdy jest potrzeba. - przerwał mi
- Powiedziałem mu. Zraniłem. - schowałem twarz w dłonie

Chłopak nic nie powiedział, a ja zalałem się łzami jak małe dziecko. Czyżby teraz, dopiero zaczęło mi aż tak zależeć? Nie wiem. Ten list, ten pocałunek, to wszystko.. Jaki ja głupi byłem, jestem i zapewne będę. Przecież..

- Oj, Harry. - wyszeptał Zayn

Usiadł obok mnie i przytulił do siebie. Starał się mnie uspokoić. Ja Harry Styles, płaczę? Tak i na pewno nie raz będę płakać. Czy to wszystko musi boleć? Nie wiem.. Ciągle myślałem o tym samym co staje się monotonne. Jego oczy, zapłakane. Tak samo jak moje. Jego ból, mój ból. Wszystko łączy sie w jedną całość. Czyli nigdy nie dam nikomu szczęścia. Będę dawał ból, tak więc zostanie.
Gdy minęło 20 minut trochę uspokoiłem zacząłem z Zayn'em normalnie rozmawiać. Rozumiał mnie i to zadziwiało. On mnie? Harry, co się dzieje na tym świecie. Najgorszy był początek. Lecz kuzyn okazał sie świetnym słuchaczem i pocieszycielem. Nie dziwiło go zachowanie Louis'a, ale nie spodziewał się tego, zwłaszcza po nim. Do tego jak wymawiał jego imie samotna łza leciała mi po policzku. Czyli było aż tak źle ze mna, a z Lou jeszcze pewnie gorzej..
Czując ,że chce mi się spać. Powoli zamknąłem oczy wtulając się bardziej w kuzyna który mówił do mnie. Słuchałem go uważnie. Przecież chciał dobrze i za to byłem mu wdzięczny.

- Dzięki bad boy.. - wyszeptałem
- Nie ma za co loczuś. - cicho powiedział

Po jego słowach zaczął nucić coś, co sprawiło ,że momentalnie zasnąłem. Jak bardzo chciałem już odpłynąć do krainy Morfeusza. Co na szczęście mi się udało.

Rano poczułem ,ze ktoś mnie szturcha. Nie zadowolony zakryłem się poduszką starając się dalej spać. Niestety natarczywa osoba nie dawała za wygraną. 

- Dajcie mi spokój! - krzyknąłem zdenerwowany
- Do szkoły głąbie. - zaśmiał się Malik którego rozpoznałem po głosie
- Nie chce.. - powiedziałem
- Ja wiem, ale dasz rade. - poklepał mnie po ramieniu

Zszedłem z łóżka i poczłapałem do biurka. O dziwo lekcje miałem odrobione. Czyżby Zayn mi taką niespodziankę zrobił? Zapewne tak, jaki on kochany.. Może jakaś dziewczyna wpadła mu w oko? Hm, już jestem ciekawy. 
Spakowałem potrzebne rzeczy do szkoły. Wziąłem ubrania i pognałem do łazienki. Szybko prysznic pomógł na stargane nerwy. Białe rurki i do tego koszulka w tych samym kolorze co dolna część świetnie do siebie pasowała. No to dzisiaj na biało. Włosy poprawiłem i pognałem na dół biorąc po drodze plecak. Już na schodach było czuć naleśniki. 

- Ja zamawiam dwa! - krzyknąłem szybko
- Haha, nie rozpędzaj się tak Styles. - zaśmiał się Malik

Spiorunowałem go wzrokiem i zjadłem śniadanie. Pożegnałem się z ciocią i pędem do szkoły. Dzisiaj Louis wychodzi ze szpitala, ale do szkoły nie pójdzie. Nie w tym wstanie. Do tego sam miałem pod puchniete oczy po wczorajszym. Za to Liam będzie, o nie. On to mnie chyba zabije za Louis'a.
Będąc już na korytarzu czułem się nie pewnie. Jak by każdy na mnie patrzył.. Coś okropnego. Do tego taka schiza się robi. Grrr. Dopiero dzwonek na lekcje sprawił ,że oprzytomniałem.

Po całym dniu spędzonym w szkole byłem padnięty. Tylko jeszcze 5 minut i do domu. Czy to aż tak długo? Dla innych nie, ale dla mnie tak. Ciągnęło się ono w nieskończoność.  Do tego cały dzień sprawdzałem czy Louis nie pojawił sie w szkole. Jak pusto bez niego się zrobiło.. Aj, znowu to uczucie. Ten ból.. 
Zadzwonił dzwonek, a ja popędziłem tyle ile miałem sił przez korytarz. Byle by do domu. Niestety na mojej drodze pojawił się Payne. Nie, tylko nie on!

- Jak mogłeś mu to zrobić? - zapytał ledwo panując nad emocjami
- Liam.. - zaczęłam
- Pytam jak mogłeś?! 






UWAGA:
DEDYKUJE TEN ROZDZIAŁ WAM.
Przepraszam ,że teraz dodaje. Ale tak szczerze? Rozdział mi się nie podoba wgl.. To ,że zanudza to nie wypał.  Mógłby być lepszy, ale to wy go ocenicie.
Tak jak zawsze 10 komentarzy i w górę. To kolejny rozdział. c:
Dziękuję ,że spodobał wam się ONE SHOT. Mam nadzieje ,że jak dam następnym razem inny to też wam się spodoba. Wiem ,że daje wyciskacze łez, ale ja pisać nie umiem inaczej.
OD WCZORAJ MOGĘ POWIEDZIEĆ ,ŻE JESTEM SŁIT PIĘTNASTKĄ :3
Jak mam kogoś powiadamiać na TT to podawajcie swoje nazwy w zakładce KONTAKT
Jakieś pytania do bohaterów? - KLIK TU
~Panda

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

środa, 27 marca 2013

As long as you love me.


- Zaczekaj! - krzyknął blondyn
Starszy chłopak o brązowych oczach odwrócił się w jego strone. Widać było ,że nie jest dobrze. Na ich twarzach malował się jedynie smutek. Ale czemu? Obaj młodzi, obaj zakochani w sobie bez pamięci. Z jednym tym samym problemem. RODZICE. Co dochodziła jeszcze szkoła i uczniowie, znajomi i przyjaciele. Czy tak jeden problem umie zniszczyć coś co jest takie piękne? Niestety życie rzuca pod nasze nogi kłody. Daje porady i lekcje życiowe. To on nas należy czy to wykorzystamy. 
Młodszy był wpatrzony w sylwetkę chłopaka. Nie chciał by to miał być koniec. W końcu kochał go.
- Liam, Proszę cię.. - powiedział zrezygnowany
- Niall to nie ma sensu. Sam o tym doskonale wiesz.. - rzekł ze złami w oczach
- Ale ja cie kocham! Nie rozumiesz?! - młodszy krzyczał dławiąc się łzami
Liam stanął bokiem, by nie patrzeć na chłopaka. Co on miał zrobić teraz? Tak bardzo chciał go przytulić, spojrzeć w te niebieskie jak ocean oczy, ale nie mógł. Przecież miał za chwilę powiedzieć słowa które by wszystko zniszczyły. Co to tak bardzo chcieli ukryć.
- Przykro mi, ja już cie nie kocham.. - skłamał starszy
Blondynek upadł na kolana płacząc. Nie mógł znieść świadomości ,że osoba za którą oddał by życie nie kocha go. 

Po ich ostatniej rozmowie minęło parę dni. Oboje z trudem dawali sobie rade. Odczuwali tęsknotę za sobą która ich zabijała. Niszczy nie zostawiając nic po sobie.
Młodszy nic nie jadł, nawet w szkole się nie pokazał co zmartwiło Liam'a. Ale co on mógł zrobić w tym momencie? Nic. Powiedział i czasu nie cofnie. Czasami słowa bolą bardziej od czynów. Właśnie teraz słowa wygrały niszcząc to co było tak piękne.
- Niall'er, musisz iść do szkoły. - powiedziała drobna szatynka o imieniu Mia
Była ona przyjaciółką blondyna. Ona jedynie wiedziała o NICH. Bolało ją to jak Liam potraktował Niall'a.
- Nie chce.. - wyszeptał łkając
Jego oczy był całe czerwone i podpuchnięte od płaczu, bez tego blasku. Były wypełnione bólem i cierpieniem, policzki dalej wilgotne od łez. Z tym rady sobie nie dawał. Doskonale widać to było po nim.
- Dasz rade. Będę przy tobie. - pogłaskała go po policzku i wyszła z pokoju
Chłopak chwilę się zastanowił co ma zrobić. Przecież nie będzie wiecznie uciekał przed tym co jest. 
- Dam rade.. Muszę. - powiedział sam do siebie
Wziął świeże ubrania i poszedł szybko zrobić poranną toaletę  Wiedział ,że jak go zobaczy to łzy same polecą, a w gardle będzie wielka gula.
Gotowy zbiegł na dół do przyjaciółki. Mia była strasznie szczęśliwa gdy go zobaczyła. W końcu parę dni bez wychodzenia i płakania robią swoje. Chciała jedynie by wrócił ten blask w jego oczach.
- Kurna, zapomniałem się spakować. - powiedział
- Głupi, zrobiłam to za ciebie. - wybuchła śmiechem podając mu torbę

Byli już w szkole. Ich zachowanie były jak by nigdy nic. Przecież nikt nie mógł wiedzieć czemu Niall tak wygląda. To co było musiało zostać tajemnicą. Mimo ,że razem się uśmiechali było widać w ich oczach ból. Lecz Mia nie czuła tego samego co blondyn, wiedziała jaki to ból. Zwłaszcza kiedy jej przyjaciel cierpi, ona też cierpiała. 
- No to hop. - powiedział
- Nie mów hop, zanim nie przeskoczysz. - posłała mu ciepły uśmiech
Cały dzień spędzili spokojnie. Nie widzieli tego dnia Liam'a co cieszyło dziewczynę. W końcu jej przyjaciel się uśmiechnął, ale widziała ten ból w jego oczach. Niall nie chciał obciążać swoimi problemami przyjaciółkę. Chciał pokazać ,że daje rade i jest silny. 
Po szkole wrócili do domu. Przecież mieszkali razem, nie byli parą co innych to dziwiło. Mieszkać razem i nie być ze sobą, czy tam można? Tak, a oni byli tego przykładem.

Następnego dnia Niall już chętniej poszedł do szkoły z Mią. Pod czas długiej przerwy przyjaciółka zaczęła uciekać przed chłopakiem. Takie ganianie było w ich stylu. Kiedy ciemno włosa minęła zakręt zobaczyła Liam'a z Danielle. Całowali się, co bardzo nie spodobało się jej to. Mimo ,że była jej przyjaciółką od małego.
- Niall. - powiedziała Mia
Chłopak nie wiedząc o niczym podbiegł do niej
- Tak słońce? - zapytał blondynek
Jego oczom ukazał się obraz który spowodował ,że z jego oczu popłynęły łzy. Jego miłość całowała się z kimś innym. Dziewczyna od razu pożałowała ,że go zawołała. Nie chciała by o to widziała, ale było już za późno. Blondynek od razu pobiegł w drugą stronę. Niestety nie wiedział ,że to nie Liam ją całował. Było znacznie inaczej. Przecież nikt nie wiedział ,że Danielle podkochuje się z brązowookim. A teraz? Kiedy chłopak już dostępny, zadziałała. 
- Horan! - krzyknęła Mia
Liam usłyszał jej głos, po czym oderwał się od dziewczyny. Zostawiając ją, podbiegł do przyjaciółki Niall'a. Szatynka od razu dała w twarz z otwartej ręki. Chłopak nie wiedział za co dostał. Lecz tylko on i Danielle wiedzieli ,że to ona zaczęła.
- Za co? A zresztą nie ważne. Niall widział to?! - Payne zaczął panikować
I znowu oberwał od niej. Teraz już wiedział ,że on to widział. Od razu popłynęły mu łzy które szybko wytarł. Czy to tak miało się zakończyć? 
- Idź do niej, ja muszę go poszukać. - powiedziała już opanowana
- Nie. Pomogę ci go znaleźć. - odparł 
Kiwnęła tylko głową i zaczęły się poszukiwania Horan'a.

Blondynek właśnie siedział płacząc w miejscu gdzie zawsze siedział z chłopakiem. Mimo ,że bolało go to bardzo, był tam dalej. To miejsce było dla niego magiczne. Niczym oaza, nawet jeśli było ciemno. Na szczęście słońce było jeszcze widoczne i rozświetlało twarz chłopaka. 
- Czemu? No czemu? - zapytał siebie
Nie zyskał odpowiedzi, a tylko bardziej się rozpłakał. Teraz już dławił się łzami czując gulę w gardle. Oczy już go bolały i były całe czerwone. W jego lazurowych oczach już nie było nawet iskry nadziei. Robiło się coraz zimniej, a on miał na sobie tylko koszulkę. Bo przecież bluzę miał w szkolnej szafce. A wybiegając ze szkoły nie myślał o niej. 
Z jego ust zaczęły płynąć słowa:  

I’m broken, do you hear me?
I’m blinded, ‘cause you are everything I see
I’m dancing, alone
I’m praying
That your heart will just turn around
And as I walk up to your door
My head turns to face the floor
Cause I can’t look you in the eyes and say

- Nigdzie go nie ma! - rozpłakała się Mia
- Wiem gdzie jest. - powiedział Liam
Dziewczyna patrzyła na niego jak na idiotę. Przetarła zapłakane oczy, tak bardzo się bała o przyjaciela.  Przecież byli już wszędzie, a Niall'a nigdzie nie było. Nie mógł zapaść się pod ziemie, ani nigdzie wyjechać. 
- Mamy takie jedno miejsce z Horan'em.. - zaczął - Tam musi być, jestem tego na sto procent pewny. - dodał
- To szybko chodźmy tam. - rzekła
Starszy chłopak zaprowadził ją w magiczne miejsce. Chyba już wiedziała czemu było to ich miejsce. Było tu ślicznie. Mia rozejrzała się i zobaczyła sylwetkę przyjaciela pod drzewem. Siedział on pod nim i mamrotał coś pod nosem. Był za daleko by można było usłyszeć słowa. 
- On tam jest. - powiedziała pokazując palcem na blondyna
Miał on do wyboru stracić osobę którą kocha i inną propozycje. Nie myślał o tym. Dla niego ważniejsze było dobro jego. Tej osoby która dawała mu radość. Dzięki jemu się uśmiechał. Niall się uśmiechał to Liam też. Pasowali do siebie jak dwie krople wody, wypełniali się. Zawsze na ich twarzach gościł uśmiech.
Liam pędem ruszył w stronę osoby którą tak kochał. Nie liczyło się na niego to ,że jest zimno. Ani to ,że ktoś może go zobaczyć lub innej rzeczy. Teraz dla niego najważniejsze było by znaleźć się przy nim. Przy niebieskookim blondynie. 
Był już w połowie drogi do niego. Biegł przez środek polany bo tak jest szybciej. A przecież nie chciał tracić ani jednej chwili. Mia patrzyła na to wszystko nie wiedząc co ma robić? Uśmiechnęła się w duszy, bo wiedziała ,że się pogodzą. Mimo ,że dalej była zła na Payne'a, zaczęła wracać do domu. 
- Niall! - krzyknął
Liam już był tak blisko jego. Blondynek zamrugał kilkakrotnie myśląc ,że sie przesłyszał. Nie mógł wierzyć ,że.. A jednak nie ruszył się. Ciepłe łzy na nowo spłynęły po jego policzkach. A na twarzy pojawił sie grymas. Powiedział cicho do siebie : 


If I’m louder, would you see me?
Would you lay down in my arms and rescue me?
Cause we are the same
You save me 
But when you leave it’s gone again


Starszy chłopak usłyszał jego słowa i usiadł przed nim. Jednym ruchem wytarł łzy blondyna, na co od razu przeszły go dreszcze. On cały dygotał, nie tylko z powodu płaczu, ale tez i zimna. Liam zdjął swoją bluzę i nałożył na Niall'a.
- Co ty tu robisz? - zapytał łamiącym się głosem
- Niall'er, tak się bałem o ciebie. Z Mią wszędzie Cię szukaliśmy. Dostałem nawet od niej w twarz... - zaczął mówić
- Idź do niej. Do Danielle.. - głos mu się załamał
- To ona mnie pocałowała, nie ja ją.. - łza spłynęła po jego policzku
Młodszy odwrócił głowe w drugą strone by nie patrzeć na niego. Nie wiedział czy ma mu ufać, czy może jednak on kłamie. Lecz co miał do stracenia? Jeśli on kłamie to znowu będzie cierpiał, jak go odtrąci w tym momencie to też będzie cierpiał.
- Zostaw mnie samego.. - wyszeptał
- Nie mogę. - powiedział
Nim się Niall obejrzał już był w ramionach Liam'a który go do siebie przytulał. Poczuł jego ciepło które biło od niego. Wtulił się w jego ,a samotna łza spłynęła po jego rozgrzanym policzku.
- Proszę Cię nie płacz.. Kocham Cię Niall. - powiedział wycierając łze
- Nigdy więcej nie kłam i nie zostawiaj mnie samego.. - odpowiedział
- Już nigdy więcej. - wyszeptał muskając blondyna w czoło





OGŁOSZENIE:
To moje pierwsze takie krótkie opowiadanie. Mam nadzieje ,że wam się spodoba i ,że będą jakieś pozytywne komentarze co do tego.
Jeśli chodzi o opowiadanie. Pisze je i dodam je pod koniec tygodnia. Ewentualnie w poniedziałek. Wiem ,że czekacie i was za to przepraszam. Ale są święta i MOJE URODZINY ZA DWA DNI.
Jak mam kogoś powiadamiać na TT to podawajcie swoje nazwy w zakładce KONTAKT
Jakieś pytania do bohaterów? - KLIK TU
Więc jeśli ktoś nie czytał to TU JEST 15 ROZDZIAŁ - zapraszam do czytania.
~Panda

sobota, 23 marca 2013

Rozdział 15

Drogi Harry
Przepraszam ,że zaczynam tak oficjalnie. Mam nadzieje ,że zrozumiesz mnie. Pewnie zastanawiasz się czemu napisałem list do Ciebie, bo przecież to co czytasz to właśnie on. Nie martw się, to nie jest z typu listów pożegnalnych. Zapewne masz 100 pytań do mnie, ale jak zaczniesz czytać dalej to znajdziesz na nie odpowiedzi.
Pamiętasz pierwszy raz jak się spotkaliśmy? Stałeś koło moich znajomych, teraz to już nasi znajomi. Już właśnie wtedy wydałeś mi się inny.. Twoje wielkie, błyszczące, zielone oczy i kręcone włosy. Do tego ta nie typowa uroda jak na chłopaka.. Po prostu mnie oczarowałeś..
Przypominasz sobie jak byłeś u mnie pierwszy raz? Moja mała Fizzy z Tobą rozmawiała. Muszę przyznać ,że wszystko słyszałem. Powiedziałeś wtedy "Pokocha go ktoś kto nie będzie jego wart"lub podobnie. W Twoich słowach było czuć coś co sprawiło ,że.. Jednak nadzieja się pojawiła. Chociaż tak bardzo nie chciałem tego..
Dalej mam przed oczami Ciebie. Nie, wesołego, szczęśliwego i pogodnego chłopca. Tylko zapłakanego, bojącego się chłopczyka. Który chce tylko by go zrozumieć. Którym przecież jesteś, Harry..
Jesteś też zły na mnie za to ,że Ci tego nie powiedziałem, tak samo jak o sercu. Lecz ja myślałem ,że jednak wszystko wróci do normy po ultimatum które dostałem. Myliłem się.
Mam nadzieje ,że mimo tego co teraz dowiedziałeś się zostaniemy przyjaciółmi. Mimo ,że serce mówi co innego, rozum nie pozwala myśleć i robić inaczej. Lecz jeśli dla Ciebie to za dużo, ja zrozumiem. Będzie mi  ciężko, ale nie martw się dam rade.

"Pamiętaj, przyjaciele są jak ciche anioły. 
Unoszą Cię jak tylko Twoje skrzydła zapomną jak się lata."
Louis



- Lou.. - wymamrotałem

Po przeczytaniu tego jeszcze raz zacząłem wszystko łączyć w całość. Wszystko się zgadzało.. Zamknąłem oczy, a przed nimi ukazały się te wszystkie wydarzenia. Od pierwszego spotkania do teraz. Zabolało.. Przecież on.. Ja.. To jakiś sen, nie wiem co się dzieje. Zaczynam się gubić w tym wszystkim..  Spokojnie Harry. Za dwa dni mnie tu nie będzie. Wylecę, zniknę z życia jego i innych. Nie wrócę, pewnie nawet nie będę mógł. 
Wstałem powoli i spojrzałem za szybę. Chłopak spał, a Liam'a już nie było. Teraz albo nigdy.. Minąłem prób sali i usiadłem na krześle obok łóżka śpiącego. Spojrzałem na niego i złapałem go rękę tak by go nie obudzić. Był cały blady, oprócz ty rumianych delikatnie policzków, które zdradzały wszystko. Schowałem list do kieszeni, trzymając jego dłoń. Zacząłem ją delikatnie głaskać.

- Tomlinson jak mogłeś.. - wymamrotałem po cichu mając nadzieje ,że mnie nie usłyszy
***

Otworzyłem oczy widząc białe ściany. Wszystko wydawało się takie dziwne. Rozejrzałem się po sali, ale nic nie było.


- Czy to niebo? - zapytałem sam siebie

Nie zyskałem odpowiedzi. Usłyszałem jedynie głosy z, za drzwiami ukazał się Liam, Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech, Chociaż wiem teraz ,że żyje jeszcze.

- Ale nam strachu narobiłeś. Nawet Styles tu jest. - powiedział przyjaciel

Liam nie lubił zbytnio Harry'ego. Jego zdaniem nie był kimś, hmm, jak to nazwać, określić.. Nie zasługiwał na moje uczucie..

- Eh.. Szczerze nawet to i lepiej. Mam prośbę do Ciebie.. - powiedziałem słabo
- Jaką Lou? - zapytał
- Dasz mu to? - pytanie poleciało z moich ust

Przyjaciel spojrzał na kartkę w moich dłoniach. Pisałem to na lekcji i schowałem w kieszeni. Miałem to sam mu dać, ale widać ,że wyszło inaczej niż miało..

- Louis, jesteś pewny ,że chcesz mu to dać? - jego oczy patrzyły z troską na mnie
- Tak i powiedz mu ,że chce z nim porozmawiać. - uśmiech pojawił się na moich ustach
- Dobrze. Ja mu to dam, ale ty masz odpoczywać. - posłał mi ciepły uśmiech

Kiwnąłem głową na tak, a przyjaciel wyszedł. Spojrzałem za szybę w której widziałem Liam'a rozmawiającego z Hazzą. Pewnie jak to przeczyta to znienawidzi mnie, nie będzie chciał mnie znać.. Nie chciałem tego ,tak bardzo nie chciałem. Lecz już nie umiałem tak dłużej, musiałem mu to w jakiś sposób przekazać pokazać.. Tak szybko przywiązać się do jednej osoby, która staje się ważniejsza od innych osób..
Dobra Louis ogarnij się. Stanie się to co ma się stać. Takie jest życie i trzeba żyć dalej. Mimo ,że ciężko jest trzeba pokonywać życiowe problemy. Przecież nikt nie mówił ,że zawsze będzie łatwo. Przeżywamy życie po swojemu, ze swoimi problemami.
Nim się zorientowałem już spałem. Czyżby Harry mnie znienawidził i poszedł? Nie wiem. Ta okropna myśl dręczyła mnie pod czas snu.

Pod czas snu poczułem,że ktoś łapie mnie za rękę i delikatnie głaszcze. Czyżby mama przyszła? Chciałem otworzyć oczy, ale nie mogłem. Jak by coś na nich było. Nie miałem siły ich otworzyć.


- Tomlinson jak mogłeś.. - usłyszałem czyjeś mamrotanie

Co ja takiego zrobiłem? tej osobie?  Przecież tylko leże tu, nic nie robie.. Nie wiem nawet skąd ta osoba znała moje nazwisko. A może jednak to przypadek lub nie wiem co. Otworzyłem powoli oczy. Przede mną siedział Harry. Tak, właśnie on. Ale czy przez ten list tu jest czy co?
Jedynie co zrobiłem to oszukałem w pewnym stopniu nie świadomie. Chociaż nie chciałem tego zrobić.

- Harry? - zapytałem słabo

Chłopak od razu spojrzał na mnie z ulgą. Delikatnie ścisnął moją dłoń. Poczułem dziwne ciepło bijące od niego.

- Louis! - krzyknął - Tak się bałem. - dodał po chwili
- Spokojnie,. Przecież tu jestem - wyszeptałem
- Przeczytałem list. - cicho powiedział
- Przepraszam.. Nie chciałem zrobić ci wyrzutów sumienia. - zamknąłem oczy

Nie mogłem dalej patrzeć w jego oczy. Te wielkie zielone oczy które patrzyły  w moje. Dłużej tak nie mogłem.
Cicho leząc poczułem ,że ktoś usiadł za wysokość moich bioder. Hazaa, co ty kombinujesz? Co chcesz zrobić? Tak wiele pytań przechodziło mi przez głowę. Otworzyłem znowu oczy. Przede mną był on. Zaledwie kilkanaście centymetrów dzieliło nas.

- Ha.. Harry.. Co ty chcesz zrobić? - wymamrotałem

Coś ciągnęło mnie do niego, a ja tak bardzo nie chciałem. Louis musisz być silny.. Lecz jego oczy błyszczały radość, a ja zacząłem się bać..

- Lou, spokojnie. - rzekł pewny siebie

Styles złapał mnie za ręce splatając nasze palce. Patrząc mi cały czas w oczy. Czyżby on chciał mnie... Nie mogę na to pozwolić. Serce zaczęło mi bić szybciej, a oddech stał się niespokojny. Harry był taki spokojny, ale w jego oczach było widać strach, niepewność zmieszaną z odrzuceniem. Nie wiedziałem co mam zrobić. Nadzieje która we mnie była  nie dawała za wygraną
Leżałem wpatrzony w jego oczy, a on zmniejszał dystans między nami. Powoli przybliżał się do mnie, a ja sparaliżowany byłem. Harry, proszę..

- Al.. - zacząłem powoli

Nie zdołałem dokończyć, a usta kędzierzawego znalazły się na moich delikatnie je dotykając. Poczułem wtedy smak jego ust.. Przez pierwsze sekundy jego wargi muskały moje zachęcając do przodu. Nie wiedziałem co mam zrobić. Czy jednak ponieść się emocjom czy.. Wybrać coś co będzie lepsze. Niestety wygrały emocje, a ja po chwili odwzajemniałem delikatnie.  Miał takie słodkie i pełne usta. Aż serce zaczęło szybciej, a raczej biło jak szalone przez to. Do tego moje rumieńce pokazały się, grr. Znikajcie..

- Loui, spokojnie.. - wymamrotał mi w usta

Lekko zdezorientowany patrzyłem na niego swoimi wielkimi oczami Lecz on po chwili wpił sie zachłannie w moje usta kładąc jedną dłoń na moim policzku. Delikatnie przyciągając do siebie.
Harry, nie błagam. Nagle zamknąłem oczy z których popłynęły mi łzy. Przecież to nie może wyjść na jaw. Mimo ,że chciałem aby ta chwila trwała wiecznie, nie mogłem pozwolić na to.. By potem Harry  musiał żałować.
Chłopak ostrożnie odsunął nasze twarze od siebie i delikatnie wytarł łzy które spływały po moich policzkach ciurkiem.

- Louis, nie płacz.. Proszę. - wyszeptał

Przyciągnął mnie do siebie, a ja schowałem się w nim. Łzy zaczęły lecieć nie ubłagalnie, co sprawiło ,że poczułem się gorzej. Chłopak jedynie głaskał mnie po plecach starał się uspokoić mnie.

- Louis William Tomlinson? - usłyszałem

Szybko podniosłem głowę i  ujrzałem mężczyznę w białym ubraniu. Miał około 40-stkę na karku.

- Tak. - opowiedziałem

Kędzierzawy już siedział na krześle i przyglądał mi się. Przetarłem oczy które w szybkim czasie zrobiły się suche.

- Jestem pana lekarzem. Przy ostatnim wydarzeniu poznaliśmy się. - zaczął lekarz
- Aa, no tak. - przyznałem mu racje
- Chciałbym z panem porozmawiać na osobności. - powiedział
- Proszę mówić. Nie mam przed przyjacielem tajemnic. - zachęciłem go
- Dobrze. Więc mam dla ciebie złe wieści. Twoje serce jest słabe. - odrzekł - Chce wiedzieć czy mam cie zapisać na listę oczekujących osób na przeszczep serca. - dodał po chwili

Po jego słowach poczułem ucisk. Z oczu znowu poleciały mi łzy, a Hazza cały osłupiał. Przeszczep serca? Aż tak źle jest ze mną było?!

- Wpiszcie go. - powiedział 

Lekarz kiwnął głową na znak zgody i skierował wzrok na mnie. Nie byłem zbytnio w stanie coś powiedzieć. Nie wiedziałem co ja teraz powiem mamie, rodzinie, przyjaciołom..

- Może pan to przekazać to mojej mamie? - zapytałem słabo
- Oczywiście. - rzekł - Jutro pan będzie mógł wyjść. Miłe dnia panom życzę. - dodał i wyszedł z sali

Nim się obejrzałem Harry już przytulał mnie do siebie. Przegrany wtuliłem się w niego jak małe dziecko. Tak bardzo chciałem czuć się bezpiecznie, a przy nim  tak się czułem właśnie. To głupie ,że ja.. Po prostu powinienem być silniejszy. Niestety taki nie byłem.

- Lou, ja muszę ci coś powiedzieć.. - zaczął 
- O co chodzi? - zapytałem

Chłopak spojrzał na mnie. W jego oczach było widać ból i strach. Nie wiedziałem co znów się stało. Błagam, oby nie było to coś złego..


UWAGA:
Ten rozdział dedykuje wam, czytającym. <3 Jest to najdłuższy rozdział napisany przeze mnie tu i mam nadzieje ,że on wam się spodoba. Pisałam to dobre pare godzin. o:
Chce wam podziękować za te komentarze i wyświetlenia. c: Jestem pod wielkim wrażeniem. Nawet nie wiecie jaka to radość mnie ogarnęła. Do tego nominacje, aż się ciepło mi na serduszku zrobiło. <3
Chce by było 10 lub więcej komentarzy, tak jak ostatnio. Taki szantażyk jak zawsze. :>
Jak mam kogoś powiadamiać na TT to podawajcie swoje nazwy w zakładce KONTAKT
Jakieś pytania do bohaterów? - KLIK TU

Dostałam laptopa, ale nie wiem na ile. Ważne ,że on jest. c:
DO TEGO MAM URODZINY 29 marca, CZYLI ZA 6 DNI, JUPI! C:
~Panda
CZYTASZ=KOMENTUJESZ